szczepienia

Przed czym chronią szczepienia?

Walka z chorobami jest tak stara jak historia ludzkości. Zawsze szukano magicznego leku, który leczy i chroni. Czyżby szczepienia spełniały te oczekiwania? Panuje przekonanie, że są najskuteczniejsze, chronią przed chorobami zakaźnymi, takimi jak ospa, gruźlica, koklusz, tężec, wścieklizna, polio itd. Mówi się też, że od czasu wprowadzenia światowych programów szczepień, choroby te prawie wytępiono, a nieszczepienie oznacza śmiertelne zagrożenie, nawrót epidemii, nawet pandemii, która opanuje świat i zdziesiątkuje ludność. A jak jest naprawdę?
Nikt nie wie, kiedy ospa pojawiła się pierwszy raz w Europie, jednak już w Średniowieczu zbierała śmiertelne żniwo. Dokładne informacje pochodzą z początku XVIII w., gdy w Konstantynopolu lekarz Timoni zastosował rewelacyjną na owe czasy metodę walki z ospą: tzw. variolację. W tym celu pobierano ropę z krosty chorego, nakrywano skorupką orzecha włoskiego i obwiązywano. Podobnie robiono w Anglii. Wkrótce okazało się, że ta metoda przynosi więcej szkody niż pożytku. Zaszczepieni tak ludzie stali się nosicielami ospy i zarażali innych. W 1781 r. lekarz Hufeland, stosując variolację w Weimarze wywołał epidemię ospy. Po paru latach ten sposób szczepienia zakazano.
Następny, też dramatyczny, rozdział walki z epidemią otworzył angielski lekarz Edward Jenner. Zaobserwował, jak wiejska dojarka krów zaraziła się wirusem ospy krowiej, tzw. krowianki. Choć dookoła szalała ospa „ludzka”, ona nie zachorowała. Zasugerowany tym, sądził, że ochroniła ją „krowianka”. Postanowił więc człowiekowi wszczepić wirusa ospy krowiej w nadziei na skuteczność. Jako szczepionkę użył ropę pochodzącą od ludzi zakażonych tą chorobą lub od krów. Zafascynowany pomysłem, w 1790 r zaszczepił też swojego 10. miesięcznego synka. Po pewnym czasie dziecko przestało się rozwijać z powodu uszkodzenia mózgu. Ojciec nie skojarzył tych faktów i dalej propagował swój ”wynalazek”. W Anglii i innych krajach zapanował euforia. Oprócz lekarzy, szczepieniem zajęli się fryzjerzy, położne, nawet pastorzy. Od władz domagano się wprowadzenia obowiązku szczepień, co też nastąpiło, a uchylających się, ścigano. W maju 1871 r. naczelny lekarz Anglii zakomunikował, że 97 % społeczeństwa zostało zaszczepione. Okazało się jednak, że nadzieje pokładane w tej metodzie ochrony przed ospą są złudne. W niespełna rok przez Anglię przetoczyła się największa epidemia ospy, zabijając prawie 45 tys. osób. Miały być fanfary, a odezwały się werble!
I znowu nikt nie wyciągnął wniosków z tego, co się stało. Nadal szczepiono, wykorzystując jako dostawców materiału szczepionkowego dzieci z sierocińców. Zaniechano tej metody, gdy okazało się, że przenosi choroby krwi i syfilis, ponadto głośno piętnowano wykorzystywanie sierot. Długo w produkcji szczepionek posługiwano się zwierzętami. Cielętom golono skórę brzucha, nacinano w wielu miejscach i infekowano ospą. Rany ropiały, materiał zeskrobywano, a zwierzęta uśmiercano. W wyniku protestów i tej metody zaniechano. Trzeba było znaleźć inny sposób na surowiec szczepionkowy. Jednym z takich było zastosowanie tzw. hela-komórek. To komórki nowotworowe, których dawczynią była Henrietta Lacks (He-La). Krytycy tej metody upatrują tu możliwy związek ze wzrostem zachorowań na choroby nowotworowe u dzieci. Dziś przemysł farmaceutyczny twierdzi, że większość szczepionek jest wytwarzanych dzięki technologiom genetycznym.
W latach 80. ub. wieku oznajmiono światu, że ospa jest pokonana, więc nie można zaniechać szczepień. W rzeczywistości wycofano się z przeciwospowych, bo sytuacja wymknęła się spod kontroli. Po pierwsze, szczepionka była nieskuteczna, zaszczepieni chorowali i zarażali innych. Po drugie, powodowała uszkodzenia mózgu, co już w 1923 r. udowodnił prof. Luksch z Pragi. Przyczyniała się też do chorób oskrzeli, woreczka żółciowego itp. Ponadto okazało się, że tyle lat stosowana szczepionka nie zawiera wirusa ludzkiej ospy ani „krowianki” tylko zarazek przekształcony, nie występujący w naturze! Aż strach pomyśleć, że nosimy go w sobie. Prof. Ari Zuckermann, członek grupy doradczej d.s. wirusów Światowej Organizacji Zdrowia stwierdził, że „szczepienie przeciw ospie jest niebezpieczniejsze niż sama choroba”!
Zarazki zarazkom nierówne
Choć batalia przeciw ospie nie została wygrana przy pomocy strzykawki, a ludzkość za te eksperymenty zapłaciła wysoką cenę, nadal propaguje się szczepienia jako najskuteczniejszą broń przeciw chorobom zakaźnym. Momentem przełomowym dla dalszej kariery szczepionki była, sformułowana przez Ludwika PasteuraLudwik-Pasteur-250x250 teoria, że przyczyną chorób zakaźnych są bakterie i wirusy. Na tym twierdzeniu nadal opiera się praktyka szczepień. W zasadzie wszystko jest proste, tylko… nie do końca prawdziwe. Zarazki są wszędzie – w powietrzu jakie wdychamy, w spożywanym pokarmie, wodzie itp. Skoro więc jesteśmy wystawieni na ich działanie, a głównie one powodują choroby, dlaczego cały czas nie chorujemy?
Już w czasach Pasteura naukowcy i lekarze sprzeciwiali się jego teorii. Spór eskalował do tego stopnia, że w 1892 r. niemiecki higienista Max von Pettenkofer,max aby obalić teorię zarazka, publicznie połknął duży pojemnik wypełniony bakcylami cholery, pobranymi od osoby zmarłej na tę chorobę. Skończyło się na lekkiej biegunce. Podobne próby ochotnicy powtarzali z bakteriami gruźlicy, tyfusa, i nikt nie zachorował. Stało się jasne, że teoria Pasteura jest błędna. Przyczyn chorób zakaźnych i epidemii trzeba szukać gdzie indziej i zastanowić się nad rolą mikroorganizmów w naszym życiu.
Znamy przykład wykorzystania bakterii w oczyszczaniu ścieków, gdzie mikroby przekształcają ludzkie nieczystości na nieszkodliwe sole i czystą wodę. Ta sama zasada dotyczy ich roli w organizmie człowieka. Jako wspaniała służba sanitarna, mikroskopijni ratownicy oczyszczają organizm i neutralizują toksyny. Im bardziej jesteśmy chorzy (obładowani toksynami), tym więcej potrzebujemy zarazków, które wysprzątają nasze komórki i tkanki wypełnione resztkami niestrawionego jedzenia, toksynami z leków, alkoholu itp. Nawet w organizmie noworodka znajdują się toksyny pochodzące z krwi matki. Dr Bielar napisał, że dziecko potrzebuje ok. 3 lat, by się ich pozbyć. Pomagają mu w tym bakterie i wirusy, wywołując takie objawy jak kaszel, wymioty, biegunka, wypryski skórne, a przede wszystkim gorączka. To typowe objawy chorób zakaźnych wieku dziecięcego, ich głównym celem jest usunięcie szkodliwych substancji. Jeśli mały pacjent ma zapewnioną odpowiednią opiekę i spokój, choroba minie łagodnie. Dzieci, które naturalnie zachorowały i przeszły choroby zakaźne, są dobrze uodpornione.
Szczepienia miały nas chronić przed zarazkami, a w rzeczywistości, to zarazki nas chronią! Zresztą, jak szczepionka ma bronić przed chorobą, jeśli nie robi nic, by usunąć jej przyczynę, tzn. toksyny? Co gorsza, większość materiału do jej wytworzenia sama w sobie jest trująca. Rtęć, formaldehyd, aluminium, skwalen, do tego ropa cielęca, antybiotyki, komórki nerkowe małp, martwe lub osłabione wirusy czy bakterie – to składniki środka mającego nas leczyć czy bronić przed chorobą? Czy to naturalne i normalne, żeby wstrzykiwać to wszystko do wątłego organizmu dziecka?
Dobrowolne czy przymusowe?
Lista problemów mogących mieć związek ze szczepionkami i zawartymi w nich substancjami jest długa. Oto niektóre: białaczka dziecięca, cukrzyca, zapalenie pęcherza, padaczka, zapalenie nerwu wzrokowego, obrzęki mózgu, choroby neurologiczne, ostre zapalenie mięśnia sercowego, głuchota, zapalenie opon mózgowych, autyzm i inne dolegliwości.
W Polsce niemowlęta w pierwszych 18. miesiącach życia otrzymują 16 obowiązkowych szczepień przeciwko: gruźlicy, żółtaczce B, błonicy, krztuścowi, tężcowi, polio, odrze, śwince, różyczce, a także Haemofilus influezae b. Dodatkowo zalecane są jeszcze przeciw Streptococus pneumoniae, Neisseria meningitidis, rotavirus, influenza virus, herpes virus varicellae i hepatitis A virus. Razem około 26. W pierwszych miesiącach życia! Tak duża kondensacja wczesnych szczepień nie może być obojętna dla młodego organizmu. Dziś wielu światowej sławy naukowców uważa szczepienia za największą pomyłkę medyczną, mimo to są kontynuowane, bo przynoszą miliardowe zyski. Społeczeństwo poddane propagandzie nie zastanawia się nad sensem takiej profilaktyki, ślepo ją akceptuje, nie zdając sobie sprawy z ryzyka. Medycyna naukowa dalej buduje swą popularność i prestiż na szczepionkach, chlubiąc się zasługami w zwalczaniu chorób zakaźnych. Dane statystyczne świadczą, że jest inaczej. Np. cholera, koklusz, błonica, tężec itp. były już na wyginięciu, zanim szczepionki stały się powszechne. W miarę podnoszenia standardu życia ludzi, dostępu do czystej wody, zagospodarowania ścieków, tworzenia cmentarzy z dala od terenów zabudowanych, lepszych warunków bytowych, a przede wszystkim lepszego odżywiania, spadła zachorowalność na choroby zakaźne. Trudno zrozumieć, że w demokratycznej Polce wciąż stosuje się przymus szczepienia dzieci i młodzieży, nie biorąc pod uwagę stanu wiedzy na temat poszczepiennych powikłań, w wyniku jakich często zrujnowane jest życie nawet całej rodziny.
Art. 39. Konstytucji RP mówi: Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody. Dlaczego zatem w przypadku profilaktycznych szczepień odbiera się rodzicom prawo swobodnego wyboru – czy chcą sczepić dzieci czy nie? Dlaczego brak rzetelnych dyskusji o korzyściach, a przede wszystkim zagrożeniach i ryzyku jakie niosą szczepionki? Wiedzę na ten temat trzeba zdobywać w internecie lub pokątnie od tych, którym dzieci zmarły czy też zostały okaleczone wskutek szczepień. Ukrywanie prawdy powoduje, że coraz bardziej tracimy do nich zaufanie. A gdy brakuje siły argumentu, konieczny jest argument siły, czyli… przymus.
Jolanta Miklar

KWARTALNIK Porady Na Zdrowie