Żywność ekologiczna i zdrowie

Żywność ekologiczna i zdrowie

Najpierw należałoby zadać sobie pytanie: co to jest zdrowie? Spontaniczna odpowiedź brzmi: brak choroby. Co w takim razie możemy uznać za chorobę? Z perspektywy medycyny konwencjonalnej lub klasycznej (akademickiej), która klasyfikuje dziś około 40 tysięcy jednostek chorobowych, odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie trudno, wręcz niemożliwe. W rzeczywistości czy jest aż tak wiele chorób? Nie! Choroba jest tylko jedna. To naturalna próba organizmu wydalenia toksycznych związków z krwi. Wszystkie choroby, niezależnie jakbyśmy je nazwali, wg dr Johna Tildena (1851-1940) nie są niczym innym, jak tylko toksemicznym kryzysem.
Choroby wieku dziecięcego
Typowym przykładem takich kryzysów (zwanych chorobami), a jakie dane nam wszystkim było przeżyć, są choroby wieku dziecięcego takie, jak ospa, odra, różyczka, świnka, koklusz itp. Przypatrzmy się ich objawom. Może być: biegunka, wymioty, wysypka, katar, pocenie się, płacz. Wszystko to są toksyczne wydzieliny, jakich organizm chce się pozbyć, bo w nich znajdują się substancje trujące nasz organizm. Procesom tym przeważnie towarzyszy gorączka. Warto wiedzieć jakie ma to znaczenie. Podwyższona temperatura nie jest niczym innym, jak procesem spalania toksyn lub unieszkodliwiania (denaturowania białka), bakterii, wirusów.
Inne charakterystyczne objawy towarzyszące chorobom, a świadczące o niezwykłej inteligencji naszego organizmu, to ogólne osłabienie i brak apetytu. Pierwsze występuje w tym celu, abyśmy nie trwonili na co innego energii, jaką organizm potrzebuje do wydalenia toksyn. Brak apetytu ma bardzo ważne znaczenie, bo kiedy organizm choruje, to znaczy walczy, usuwa toksyny, nie powinno się mu przeszkadzać i dodatkowo wprowadzać z pożywieniem nowych toksyn. Tu najczęściej popełniamy niewybaczalne błędy. Zmuszamy chorych, szczególnie dzieci (których instynkt obronny dobrze funkcjonuje, dlatego podczas choroby bronią się przed jedzeniem), aby cokolwiek zjadły. Nasza fantazja nie zna granic: „jak nie zjesz, to zje misiu”, „…mamusia będzie smutna”, „jak zjesz, to szybciej wyzdrowiejesz” itp. A naprawdę to nie szybciej, tylko później, bo rosołami czy zupkami mlecznymi przerywamy naturalny proces odtruwania. Z tego powodu choroba z reguły trwa dłużej i ma ostrzejszy przebieg.
Skąd w organizmie toksyny?
Niektóre dziedziczymy po rodzicach. Usuwamy je zwykle do trzeciego roku życia, w trakcie chorób wieku dziecięcego. Do ludzkiego organizmu trafiają też toksyny środowiskowe m.in. ze spalin, dymów przemysłowych, chemii budowlanej, mebli, dywanów, odzieży (np. modyfikowana genetycznie bawełna), impregnaty, rakotwórcze barwniki, uczulające sole chromu używane w garbowaniu skóry, również zawarte w kosmetykach i tzw. chemii gospodarczej. Z otoczenia przenikają do naszych organów tak silne związki chemiczne jak chlor, azbest, hormony, metale ciężkie. Kolejnym źródłem toksycznych substancji są leki. A w rankingu europejskim Polacy przodują w przyjmowaniu przeciwbólowych i antybiotyków!
Do tej listy źródeł substancji zatruwających nasz organizm, paradoksalnie należą jeszcze produkty spożywcze i woda.
A w żywności?
Żeby lepiej zobrazować ten problem, podzielmy naszą żywność na dwie grupy: żywność pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. W pierwszej, jednym ze źródeł toksyn jest zatruta gleba. Nawozy sztuczne powodują m.in. choroby tarczycy. Poza tym wyjaławiają glebę i osłabiają rośliny, które z tego powodu „przegrywają” z chwastami. Z kolei, na nadmiernie rozrastające się chwasty stosuje się herbicydy np. roundup, zakłócający gospodarkę hormonalną dzieci i dorosłych. Słaba, nieodporna roślina jest atakowana przez grzyby i szkodniki, na które znowu specjaliści zalecają używanie fungicydów i pestycydów – nieobojętnych dla zdrowia człowieka (konsumenta żywności).
Rośliny uprawiane z zastosowaniem substancji chemicznych gromadzą je w sobie. Niektóre chemikalia, jak roundup, nie ulegają z czasem rozkładowi i są szkodliwe nawet po długim czasie.
Nie służy naszemu zdrowiu obróbka roślin po zbiorze, czyli technologia przetwórstwa: dodawanie sztucznych konserwantów, barwników, wzmacniaczy smaku, także utrwalanie promieniami np. ziół, cebuli, czosnku. Celem takiego „polepszania” nie jest bynajmniej podniesienie wartości produktów rolnych. W powszechnej produkcji żywności, tej nieekologicznej, obowiązuje prawo ekonomii: szybko, dużo i tanim kosztem. Nie patrzy się na skutki, że tak wytworzona żywność jest małowartościowa w wyniku czego organizm nie otrzymuje wystarczającej ilości niezbędnych składników – witamin mikroelementów, enzymów itp. Z tego powodu najadamy się ponad miarę, ażeby się nasycić. W rezultacie jesteśmy przejedzeni, a jednocześnie niedożywieni. Już dawno temu Indianie z Ameryki Północnej przepowiedzieli nam białym, że „przy pełnych talerzach będziemy umierać z głodu”.
Drugą kategorię stanowi żywność pochodzenia zwierzęcego. Zacznijmy od pasz dla zwierząt hodowlanych i drobiu. W Polsce mamy do dyspozycji już tylko mieszanki na bazie soi modyfikowanej genetycznie – nie licząc gospodarstw ekologicznych, stosujących własne, naturalne pasze. Sposób hodowli tzw. przemysłowej (nazwa adekwatna do rzeczywistości) zaprzecza zasadzie traktowania bydła jak stworzeń żyjących, które jeszcze mają żywić człowieka. To wielkopowierzchniowe tuczarnie czy kurniki z tysiącami kur nie widzących całe życie słońca ani trawy. To zwierzęta i ptaki żyjące w nieustającym stresie, faszerowane hormonami, antybiotykami i mało wartościowym pokarmem.
Ważny jest też sposób uboju. W jednym z niemieckich gospodarstw ekologicznych widziałam taką scenę: rolnik załadował na przyczepkę krowę, obwiózł po okolicy i wrócił do gospodarstwa. Spytałam czy wozi krowę na spacer? To, co usłyszałam zrobiło na mnie wielkie wrażenie. „Zwierzę jest istotą inteligentną, rozumie i czuje, potrafi się cieszyć, ale odczuwa też strach i panikę. Zestresowane zwierzęta z masowego chowu, stłoczone w ubojniach, oczekujące na śmierć, przeżywają potworny lęk, panikę i ogromną nienawiść do człowieka. Szczególnie dotyczy to świń, które wbrew potocznej opinii są bardzo wrażliwe i inteligentne. Wszystkie negatywne emocje oraz adrenalina kumulują się w mięśniach zwierząt, a my to wszystko zjadamy.” Z tego właśnie powodu na Zachodzie wiele osób nie jada wieprzowiny.
Co innego w ekologii
W gospodarstwach stosujących ekologiczne metody upraw i hodowli nie łamie się odwiecznych praw natury. Ziemia dostaje organiczny nawóz. 1 g ekologicznej gleby zawiera około 1 miliarda mikroorganizmów (bakterie, grzyby, nicienie, ameby). Jest ich razem około 20 tysięcy gatunków. One rozkładają organiczne odpady produkując przy tym substancje odżywcze dla siebie i dla roślin uprawnych. W takiej niezdegradowanej glebie zachodzą procesy biochemiczne powodujące, że jest żyzna i żywa, mogąca rodzić płody – jak mawia się od dawna na wsi.
Brak nawozów sztucznych, pestycydów, herbicydów, antybiotyków, hormonów, metali ciężkich oznacza równocześnie brak toksyn! Warto w takim razie przyjrzeć się temu, co zawiera żywność ekologiczna. Znacznie więcej składników odżywczych – witamin, związków mineralnych, mikroelementów, a przede wszystkim enzymów regulujących wszystkie procesy metaboliczne, poprawiające ogólną przemianę materii, wchłanianie pokarmów.
Spożywając taką żywność, wprowadzamy o wiele mniej toksyn do organizmu, szybciej stajemy się nasyceni. Zjadamy więc mniej, nasz organizm nie musi zużywać tyle energii na proces trawienia ani wydalania toksycznych substancji.
Jeść to, co najzdrowsze
Zdaniem żywieniowców, nasz codzienny pokarm powinien być przede wszystkim urozmaicony. Powinniśmy wystrzegać się monotonii. Niektórzy błędnie sądzą, że urozmaicone tygodniowe menu to pierogi, makaron, kluski śląskie, spaghetti, naleśniki… Nieprawda! W codziennym zestawie powinny być przede wszystkim owoce i warzywa, jak najwięcej w postaci surówek, oprócz tego pieczywo z pełnego przemiału i dobra woda. Tu przypominają mi się słowa mojego ponad 80. letniego teścia tryskającego energią, jakiej niejeden może mu pozazdrościć. Mawia on tak: – Najważniejsze to, żeby w domu była beczka kiszonej kapusty, bróg ziemniaków, parę garnków smalcu, worek suszonego bobu, zsiadłe mleko i czosnek. Z tym przeżyjesz każdą biedę.
Co w takim razie powinniśmy jadać, żeby zachować zdrowie? O tym w następnym odcinku.
Jolanta Miklar

KWARTALNIK PORADY NA ZDROWIE